Niby tak pięknie, tak kolorowo, tak amerykańsko. Rozemocjonowane turystki z Europy robią zdjęcia na tle gargantuicznych drapaczy chmur. Gdzieś w oddali słychać jak ktoś próbuje się porozumieć za pomocą kaleczonego angielskiego. Błyszczące billboardy rozświetlają ponuro wyglądające budynki. Szum ulicy, zapach miasta. Kawiarnie w centrum i ludzie pijący kawę w kubkach z tandetnymi napisami „ENJOY”. Przelewająca się zewsząd nowoczesność, przeplata się z tradycją. Zderzenie wszystkiego, o czym przeciętny mieszkaniec kuli ziemskiej może tylko snuć wyobrażenia. A w środku tego rozgardiaszu Ty. Widzisz to? Tutaj nikt nie spojrzy na Ciebie jak na osobę, tylko jak na ruchomą cząstkę tego miejsca. W tłumie wszyscy wyglądają jakby mieli takie same barwy, jedynie niewiele różniące się od siebie kontury wypełnione niedostrzegalnym szarym atramentem. To jest właśnie wielkie miasto. Skupisko ludzi o tych samych twarzach. Nikt nie zwróci na Ciebie uwagi, o ile zachowasz pewną dyskretność. Przechodzeń, który zgubił się po drodze, biznesmen spieszący na spotkanie ze swoimi kontrahentami, piszcząca licealistka, szef gangu motocyklowego, dealer narkotyków, kieszonkowiec... Widzisz ich, widzisz? Odwróć się. Oni tu są i czekają - na Ciebie. To miasto pochłonie Cię zanim zdążysz o tym pomyśleć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz