[Watch out! Bad words.]

Prowincja. Szambo, smród, głód i ubóstwo. Trujące pędy roślin trafiają na talerz, żryj to - bo na nic więcej i tak nas nie stać. Woda, woda, woda. Łój. Fajki, skręty, gumy do żucia i czarne jordany. Japońskie bajki, tajskie kołysanki i chińskie łyżki do ryżu. Fajki, woda, łój, skręty, gumy, wódka, sok kaktusowy i stringi. Fajki, łój, skręty, gumy, wódka, wódka, LSD, bokserki. Cipka, cipka, cipka, cipka, CHUJ. Mało, więcej, wszyscy. Moi, twoi, nasi. Żyj, żryj i pij - w końcu. Za prawdę. Rozumiesz?
Stolica. Tak pięknie, tak wulgarnie. Tak żywo, tak kolorowo. Tak głośno, parno, duszno i zabawnie. Ze zdjęciami blond dziwek, ze zdjęciami chujków, japońskich chłopaczków. Bez zdjęć twarzy, bez zdjęć mojej twarzy, twojej twarzy, obsranej twarzy jego, jej i ich. W maskach, bez masek. Nikt nie jest prawdziwy, wszyscy grają. Gra nigdy się nie kończy. Jesteśmy wieczni, na zdjęciach i w pamięci komputera. Biało-czarni, tacy sami. Bez niczego, nadzy. Kurwa kurwie kurwą, nie rozpoznasz kto z tobą, a kto przeciw. Ty jebany psie, tworzymy jedność. Ostateczne scalenie ciała. Bezdech duszy. Wielka orgia twarzy, dup, chujów i skórzanych masek. Przerost formy nad treścią. Chuj, chuj, chuj, chuj, CIPKA. Mało, więcej, wszyscy. Moi, twoi, nasi. Pij, żryj i żyj - w końcu. Na zdrowie. Rozumiesz?!
Jesteście niscy, wysocy, chudzi i grubi. Macie krzywe zęby (czasem nie macie ich w ogóle) i perfekcyjny hollywoodzki uśmiech. Macie kwadratowe szczęki, duże czoła i twarze w kształcie V. Macie garbate nosy i małe, po operacjach. Szpiczaste, ładne i po prostu złamane. Jesteście brzydcy dla mediów, piękni - dla sparaliżowanych stereotypami białasów. Nieidealni i perfekcyjni. Schowani za kolorowymi ubraniami, wulgarnymi gestami i w maskach na twarzy. Białych, czarnych, dizajnerskich i tych z marketu. Noszonych dla mody, zdrowia i obłudy, która od ponad dwudziestu lat spala ten kraj od środka. Jesteście nikim i każdym, kiedy zlewacie się w tłumie podobnych do was - młodych, bogatych i pozbawionych uczuć. Jesteście wszystkim, epicentrum wszechświata - gdy tylko pojawiacie się na zdjęciach, moich zdjęciach.
Jakie to uczucie?
Lee Soo Won
25 lat, fotograf - obecnie współpracuje z
klubem Hunters Sound Terrorist i YG Ent.
na zdjęciach: Noma Han, i kij, więcej nie zmieniam
[ To co, jedziemy stara <3 Mam dwa pomysły: albo mój pójdzie do tego klubu, w którym pracuje twój. Albo twój przyuważy mojego na ulicy jak sobie densi :3 Chyba że masz jeszcze jakiś inny pomysł~? ]
OdpowiedzUsuńBycie buskerem wymagało od niego znacznie więcej wyrzeczeń niż mogłoby się co poniektórym wydawać. Musiał dostarczać rozrywki tym wszystkim ludziom, którzy mijali go na ulicy, wpatrzeni jak w jakieś interesujące dzieło na wystawie w galerii sztuki czy jakimś innym muzeum. Tego od niego żądano. Czy raczej - on dobrowolnie tego od siebie żądał.
OdpowiedzUsuńChwila przerwy - tego mu było najbardziej potrzeba. I nawet gorąco bijące od pokracznego murku - na którym usadowił swoje szanowne cztery litery - nie było tak drażniące jak ból mięśni, który jak na ironię dał się we znaki dopiero po zakończeniu widowiska.
Włosy przyklejone do czoła, upierdliwy pot oraz nieustająca walka ze zmęczeniem - to wcale nie było takie proste. Jakby tego było mało, temperatura panująca na zewnątrz w ogóle nie ułatwiała mu zadania. Ciepła woda również nie smakowała najlepiej...
- Nazywam się Lee Soo Won, jestem fotografem. Czy jeśli zaproponuję ci sesję zdjęciową, zgodzisz się na nią?
Dźwięk obcego głosu wybił go z transu i dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że od dłuższego ktoś się mu przyglądał. Nie żeby to była dla niego jakaś nowość - w końcu całymi dniami przyglądała mu się masa ludzi. To zupełnie naturalne w tej branży. Z tym że teraz... Teraz było inaczej.
Mimowolnie zmarszczył brwi pod wpływem promieni słońca prześwitujących spoza sylwetki nieznajomego, robiąc z dłoni prowizoryczny daszek. To był jeden z powodów, dla którego na jego twarzy zagościł dość nieprzyjaźnie wyglądający grymas; drugi - miał pozostać tajemnicą.
- Słucham?
Beznamiętne spojrzenie padło na równie obojętną twarz domniemanego pana fotografa, a jego właściciel z trudem powstrzymał się od ironicznego uśmieszku. To była jedna z tych sytuacji, której za wszelką cenę starał się nie doświadczyć w wielkim mieście. Pech chciał, że dopadła go już pierwszego dnia.
- Odmawiam - padła natychmiastowa odpowiedź. - A teraz proszę mi wybaczyć.
Pusta butelka wody, którą do tego momentu trzymał w dłoni, wylądowała z hukiem w pobliskim śmietniku. Za tym prostym gestem kryła się dość jednoznaczna odpowiedź - pan tancerz nie miał ochoty na dalsze dyskusje. Sprawa jest przesądzona.
[ Sama jesteś stypa @.@
Moje to jakaś papka. Wybacz miiii. ]
[Taki miał być, keke.
OdpowiedzUsuńUmm... ja też nie D:]
Byun Baekhyun.
[ Jejku jejku uwielbiam tą narrację <3 ]
OdpowiedzUsuńZmarszczył brwi widząc jak panu fotografowi puszczają nerwy. Nie lubił nerwowych ludzi - wszak on zawsze starał się zachować stoicki spokój, nawet w obliczu kryzysowych sytuacji. Ale ten cholerny fotograf przegiął po całości nazywając go dzieciakiem. I bynajmniej nie zamierzał tego tak zostawić.
On po prostu nie wie z kim rozmawia. Przetwarzał w głowie te słowa kilkakrotnie, śmiejąc się ironicznie w duchu. Jak to nie wie z kim rozmawia? Rozmawia z panem Lee Soo Won'em. Fotografem... Przecież sam mu się tak przedstawił.
Nie spuścił oczu z faceta, kiedy ten pozostawił swoją wizytówkę na murku i zniknął gdzieś w tłumie. O nie, nie, nie, nie. Jeśli nie zrobi tego teraz - w życiu sobie tego nie wybaczy. Kilka par oczu powędrowało w jego stronę, kiedy puścił się pędem za starszym facetem. Złapał go za skrawek koszuli, szarpnął - choć nie za mocno - i przyciągnął ku swojej twarzy.
Żaden fotograf od siedmiu boleści nie będzie pluł mu w twarz. To by uwłaczało jego dumie - w końcu znał swoją wartość... Niekiedy aż za dobrze.
- Soowon, myślisz że kariera okładkowego pedała to spełnienie moich marzeń? - wysyczał mu prosto w twarz, pchnąwszy lekko w tył. - To się, kurwa, grubo mylisz... - złapał głęboki wdech. - Osiemset dolarów? Wypchaj se nimi te zakichane kieszenie.
[ Mówiłam że zrobię burdę :I ]
[ Bał de łej, co ty tak zmieniasz te wizerunki? : D ]
OdpowiedzUsuń[Wiesz, czasami mam tak, że wena sobie idzie i ma mnie w dupie XD
OdpowiedzUsuńOkej, dobre to >w<]
Byun Baekhyun.
[Okej, ale musisz mi dać chwilę D:]
OdpowiedzUsuń[Keke, właśnie tak >w<]
OdpowiedzUsuńBang Cheolyong
[Ahahahahaha XD]
OdpowiedzUsuńBang Cheolyong
Pieprzony czubek, drań, idiota, sadysta... Jakkolwiek by go nie nazwać - to i tak niewystarczające określenia na to, by obłaskawić drzemiące w panu "modelu" emocje, które przez ostatnie kilka minut namnożyły się w zastraszającym tempie. Sam nie wiedział, czy górowało w nim bardziej zdziwienie, oburzenie, a może po prostu czysta wściekłość. Jedno wiedział na pewno: nienawidził tego zeschizowanego popaprańca całym swoim zgniłym serduszkiem.
OdpowiedzUsuńMyślę, że kariera okładkowego pedała może być, a właściwie jest, jedyną dobrą rzeczą na jaką możesz w tym swoim życiu liczyć. Cholera jasna, za kogo on go miał?!
Kilkoro ludzi przyglądało się całej tej chorej sytuacji, zaś tancerzyk momentalnie czuł jak wstyd nasila się z każdym kolejnym cyknięciem aparatu. A ten pieprzony psychopata śmiał się w najlepsze, strojąc sobie z niego głupie żarty, które w dodatku wcale nie były zabawne, a zwyczajnie żałosne. Gdyby nie odpowiedzialność jaka się z tym wiązała, młody chętnie wyrwałby mu ten cholerny aparacik z ręki i obił tą jego pierdoloną arystokratyczną buźkę. YG, SM... psiamać.
- Licytować możesz sobie prostytutkę - wysyczał przez zęby. - A mnie zostaw w spokoju, popieprzony czubku - wziął kolejny oddech, chcąc uspokoić emocje. - Powiedziałem wyraźnie: nie chcę żadnych zdjęć. Dotarło to do ciebie czy mam ci to przekazać w nieco bardziej dosadny sposób?
[ Lololol, już mam nawet pomysł co się będzie działo jak już sobie każdy pójdzie w swoim kierunku >3 ]
Budzę się, a obraz przed moimi oczami nie zmienia się. Dzień jak co dzień, dzień dobry Baekhyun. Przeczesałem włosy palcami, przy okazji zaciskając usta w prostą kreskę. Uśmiechnij się, Baekhyun. Nie, jeszcze nie mogę się uśmiechnąć. Zaraz pewnie przyjdzie ojciec, nie chcę, żeby przychodził. Nienawidzę go tak bardzo. Ale nie mogłem nikomu nic powiedzieć, na samą myśl, że opowiadam komuś jak mój kochany tatuś mnie dręczy - psychicznie i fizycznie, wydaje mi się, że prędzej wyskoczę przez okno, które powinno się znajdować gdzieś po prawej stronie.
OdpowiedzUsuńNie raz próbowałem sobie wyobrazić jak wygląda sala w której przebywam. Wydaje mi się, że to miejsce, tak samo jak cały budynek muszą być strasznie przygnębiające, w końcu do ośrodek dla niepełnosprawnych. Przykre, tyle tutaj osób, które przeżyły w życiu coś o wiele gorszego, niż te wszystkie nastolatki, które narzekają, bo rodzice nie chcą im dać pieniędzy, albo bo zerwał z nimi chłopak. Nie uważałem, że cierpię bardziej niż inni, zawsze, gdy przychodzi taki czas że zaczynam się nad sobą użalać, myślę o ludziach, którym jest gorzej. Nie chcę narzekać, bo wiem jak trudno jest wytrzymać z taką osobą.
Zawsze chciałem nauczyć się grać na fortepianie. Podobno i niewidomi mogą grać, ale gdy tylko rozmawiałem o tym ze swoim opiekunem, od mówił, że nie dam sobie rady. Nie lubił mnie, chyba nie został wolontariuszem z własnej woli, słyszałem, że został tu wsadzony, bo zrobił coś złego. Szkoda, że nie umiałem znaleźć z nim wspólnego języka, czułem się taki samotny.
Drgnąłem, gdy usłyszałem skrzypienie drzwi. Odwróciłem się w stronę z której dochodził odgłos. Poczułem, jak ktoś delikatnie kładzie dłoń na moim ramieniu.
- Jak się czujesz, Baekhyun? - Usłyszałem głos, który od razu rozpoznałem.
Był to dyrektor ośrodka, bardzo miły człowiek. Odetchnąłem. Myślałem, że ojciec już przyszedł.
- Nawet dobrze. Coś się stało? - Zapytałem. Dyrektor nigdy nie przychodził od tak sobie.
- Niedługo przyjdzie tutaj fotograf, chce zrobić zdjęcia do jakiegoś szmatławca dla kobiet. Miałem wybrać kilka dzieciaków, więc pomyślałem sobie też o tobie. - Wytłumaczył mi.
Chciałem spytać, dlaczego ja, czy nie mógłby znaleźć kogoś innego i tak dalej, ale postanowiłem odpuścić. I tak go nie przekonam, że się nie nadaję. Nie podobało mi się to, ale skinąłem głową.
Dyrektor powiedział, że muszę się przygotować, więc z pomocą opiekuna, który jak zwykle był niezadowolony, ubrałem się i uczesałem. Szkoda, że nie mogę zobaczyć swojego odbicia. Ciekawe, czy bardzo się zmieniłem przez te sześć lat. Nie miałem zbyt wiele czasu na myślenie, bo trzeba było iść do sali, w której miała odbyć się "sesja". Opiekun wziął mnie pod ramię i mamrocząc coś pod nosem zaprowadził w wyznaczone miejsce.
Posadził mnie obok kilku innych osób. Wiedziałem o tym, bo słyszałem rozmowy. Byłem spięty, poza tym wiedziałem, że jeśli ojciec nie "porozmawia" ze mną teraz, to przyjdzie później. Wiem, że to złe, ale czasami chciałbym, żeby on umarł. Tylko wtedy przestanie mnie nachodzić. Podkuliłem nogi delikatnie, czekając na fotografa. Bo gdyby już tu był, zapewne uciszyłby wszystkich.
[Yay, moje rozpoczęcie ssie.]
[ Uh, uh, coś mi świta! Czy nie mogłoby być tak, że Soowon znał by kogoś tam kogoś z Top Cloud.(o boże, to jest już głupie) Ten cały ktoś chciałby, by zrobiono Nabuśce zdjęcia z lalkami, bo "doskonale pasuje". A Nabi (oczywiście nie wiedząc o lalkach, dowiedziałaby się na miejscu) wpadła by w panikę... Jezu, mózgu. Boli. .-. ]
OdpowiedzUsuńYeon.
[Mogłoby być coś, że Soo Won robił zdjęcia w jakimś klubie i w łazience znalazł zarzyganego Mireu, który pokłócił się z Joonem i uciekł. Soo Woon mógłby zgwałcić Banga, a następnego dnia Joon znajdzie ich razem i będzie chciał się zemścić, kkk. Tak, wiem, że to pojebane, ale dzisiaj nie myślę 8)]
OdpowiedzUsuń[KEKE, OKEJ C:]
OdpowiedzUsuńBang Cheolyong.
Porównanie go do dziwki z ulicy okazało się być wisienką na torcie dla ich i tak już porypanej relacji. Jednakże Jun Su - będąc w pełni świadomym tego, że facet po prostu bawi się jego emocjami - postanowił dać sobie z tym spokój i zwyczajnie puścić kąśliwą uwagę mimo uszu, jak powinien to zrobić już dawno temu. Obrzucił mężczyznę najmniej przyjemnym spojrzeniem, na jakie tylko mógł się w obecnej sytuacji zdobyć i prychnął wściekle. Jeszcze jedno takie posunięcie ze strony fotografa, a najpewniej skończyłoby się na bijatyce na środku ulicy w samym centrum Seulu... Wbrew temu co dzisiaj zrobił, wolał unikać tego typu ekscesów.
OdpowiedzUsuńOburzenie wirujące w intensywnie ciemnych tęczówkach oraz zaciśnięte do białości usta - to musiało wyglądać na swój sposób komicznie. Co jak co, ale pan tancerz jeszcze nigdy nie czuł się tak upokorzony...
[ Joł zią, na razie tak, bo chcę ci przedstawić mój genialny pomysł 8D Soł... Miałam plan, żeby po pewnym czasie Jun zadzwonił do SioŁą i umówił się z nim na tą cholerną sesję. A why? A bigos będzie potrzebował kasy, tylko jeszcze nie wiem na co @.@ Rozkminiałam już chorą siostrę/długi matki/zwolnienie z roboty - i wszystko wydaje mi się równie bez sęsu, więc pewnie będę musiała jeszcze pogłówkować. Wjeeem, ja i ta moja cudowna wyobraźnia. Tutaj pod spodem coś pisnęłam, ale to takie... wiesz. Nie bierz tego na poważnie :I ]
Powiedziała mu, że powinien skorzystać z tej szansy. Że jeszcze nie utracił wszystkiego, że wciąż ma nadzieję - tlącą się nikle chęć do walki. Kazała poszukać kogoś, kto będzie mógł mu w jakiś sposób pomóc - jednak on uparcie obstawał przy opcji, iż nikogo takiego nie posiada.
Bzdura. Ktoś taki istniał - i on doskonale zdawał sobie sprawę. Jednakże zwrócenie się o pomoc do kogoś takiego jak ten facet było równoznaczne z wywieszeniem białej flagi i skazaniem się na dożywotnią hańbę.
Przyłożył komórkę do ucha, wykręcając numer widniejący na wizytówce, którą otrzymał od pewnego fotografa. Nie miał pojęcia jak zacząć rozmowę ani co powiedzieć. Jeden sygnał, następny. Zaschło mu w gardle, a serce przyspieszyło swój rytm. Kolejne dwa sygnały. Wziął kilka głębszych oddechów.
- Słucham?
Głos sekretarki sprowadził go na ziemię. Przez moment się wahał, jednak nie przerwał połączenia.
- Dzień dobry, czy można z panem Lee Soo Won'em?
Teraz nie było już odwrotu.
[OMFGG, NO LIMIT <3]
OdpowiedzUsuńSiedziałem spokojnie, nie odzywając się do nikogo, nawet do opiekuna. No cóż, on nigdy nie był zbyt rozmowny. Pewnie teraz bawi się komórką, albo coś. Zacząłem delikatnie bujać się na swoim krześle, bawiąc się przydługimi rękawkami od bluzki. Czasami nudziło mnie życie tutaj. Moja wizja przyszłości nie była zbyt pozytywna. Bo co, zgniję tutaj? Albo nie, może kiedyś po prostu się zabiję? - Na tę myśl głośno przełknąłem ślinę. Nigdy nie myślałem o śmierci. Ja... nie chciałem umierać. Sam już nie wiem, czego chcę. Nie myśl o tym, to Ci nie pomoże. Będzie dobrze, Baekkie
W tym momencie, rozmowy dorosłych nasiliły się. Pewnie fotograf już przyszedł. Nie czułem się z tym dobrze. Po pierwsze: nie lubiłem zamieszania, zwłaszcza, że nie mogłem dokładnie zobaczyć co się dzieje wokół mnie. To było przerażające. Poza tym, nie wiedziałem dlaczego chcą zrobić nam te zdjęcia. Przecież... po co im zdjęcia takich osób? Głuchych, niemych, niewidomych...
Nerwowo przeczesałem włosy palcami. Znów spróbowałem zagadać opiekuna, pytając, ile to będzie trwało. Mówi, że jeszcze chwilę, a później nie odpowiada na żadne moje pytania. Spuściłem głowę. Chciałem, żeby to już się skończyło. Ostatnio ciągle żyłem w strachu - zarówno tym błahym, jak i tym, który był uzasadniony.
Okej, usłyszałem, że wszyscy mają się ustawić. Z pomocą opiekuna zrobiłem to. Zaraz jednak nastąpiła zmiana planów. Opiekun poinformował mnie, że jest za dużo osób i fotograf wybrał cztery osoby, w tym mnie. Ale... dlaczego mnie? Nie mam czasu na pytania, znów zostałem usadzony na krześle.
Czekam tylko na to, aż powiedzą, że już po wszystkim. W pewnym momencie czuję czyjś dotyk. Ktoś zaczesuje mi grzywkę na bok.
- Zakryj lewą ręką oczy - Słyszę.
Czyli to chyba fotograf. Zrobiłem posłusznie to o co mnie prosił, chociaż ręka drży mi delikatnie.
Pół godziny później jest już po wszystkim. Znaczy, "po wszystkim" jeśli chodzi o zdjęcia. Byłem pogrążony we własnych myślach. Ciekawe, czy ojciec przyjdzie później. Mam nadzieję, że nie. Nie chcę nawet sobie wyobrażać, co wymyśli dzisiaj. Zagryzłem wargę. Dopiero czyjeś pytanie o moje imię sprawia, że wracam na ziemię.
- Baekhyun. Byun Baekhyun. - Przedstawiłem się cicho, a na moich ustach pojawił się delikatny uśmiech.
To na pewno był fotograf, umiem doskonale rozpoznawać ludzi po głosie.
- A pan?
Klub ze striptizem. I to nie byle jaki klub. Niby jest tu sporo osób, ale ludzie z zewnątrz nie zdają sobie sprawy ile trzeba zapłacić pieniędzy, żeby móc się tutaj zabawić. Opłata za wejście to równowartość dwumiesięcznych zarobków przeciętnego człowieczka. Jedni musieli sporo oszczędzać, żeby w końcu móc się tutaj pojawić, jeszcze inni po prostu sporo zarabiali i mogli tutaj przychodzić codziennie. Nie zaliczałem się ani do tych, ani do tych. Siedziałem właśnie na kanapie obok Joona niczym grzeczny piesek. Wiedziałem doskonale, że wystarczyło zostać jego dziwką, żeby dostać narkotyki. No i oczywiście starszy kupował mi to co chciałem. Jedyną ceną poza tym, że Lee pieprzy mnie kiedy tylko zapragnie, jest jeszcze to, że rzadko kiedy mogę gdzieś wyjść bez niego. Teraz jestem jego własnością, tylko jego. Ale co z tego? I tak i tak byłbym nic nie wartym ćpunem, a teraz przynajmniej moje życie jest nieco ciekawsze.
OdpowiedzUsuńWsłuchiwałem się w bezsensowne rozmowy starszego. Rozgadałem się troszeczkę, ale on i tak mnie nie słuchał. A ja chciał narkotyków, TERAZ. I on musiał mi je dać, musiał. Ręce zaczynały mi drżeć, i miałem nieodpartą ochotę go teraz uderzyć. Cholera, Joon, popatrz na mnie w końcu! W moich oczach widać było coś między szaleństwem a strachem - tak, bałem się go. Mimo to postanowiłem zmienić taktykę. Oparłem się o ramię starszego z ponętnym uśmiechem na moich lekko sinych ustach. Może i byłem jeszcze dzieciakiem, ale jak czegoś chciałem, to musiał to dostać. To chyba była jedyna rzecz, która łączyła mnie z Joonem. Nie miałem zamiaru się z nim patyczkować.
- Daj mi prochy. - Syknąłem cicho, czując, że dłużej nie wytrzymam.
Changseon zaśmiał się, widząc mnie z roztrzepanymi włosami, trzęsącym się delikatnie ciałem i kropelkami potu, które leniwie spływały po moim czole.
Podniósł się, jednocześnie odpychając mnie od siebie. Wodziłem za nim wzrokiem, czekając na to, na co czekałem od południa. Gdy otrzymałem dwie paczki białego proszku, nie minęło nawet dziesięć minut, a narkotyk już krążył w moim krwiobiegu. I znów poczułem ten niesamowity stan euforii, gadałem jeszcze więcej niż chwilę temu, a nawet przystawiałem się do Joona. Parsknąłem cichym śmiechem, wodząc paliczkami palców po jego policzkach.
- Nie przeginaj, szczeniaku. - Changseon spojrzał na mnie tym swoim chłodnym wzrokiem.
- A może ja chcę, co? - Usiadłem okrakiem na jego kolanach, tak, bym mógł spoglądać na jego twarz.
- Chyba zapomniałeś, że dziwki nie mają własnego zdania. - Tym razem to Lee zaśmiał się, obdarzając mnie siarczystym policzkiem.
Na jego słowa zaśmiałem się, wstając z jego kolan. Niemal nie poczułem jego dłoni znajdującej się na jego policzku. Joon skrzyżował ręce na torsie z tym swoim uśmieszkiem. Wstał i złapał mnie za nadgarstek, tylko po to, by znów usiąść i usadzić mnie na swoich kolanach. Przyciąga mnie do siebie, brutalnie całując mnie i od razu wsuwając język do moich ust. Noc jest długa, a Joon nie stroni od alkoholu, ja też nie. Po jakimś czasie jestem już schlany w trzy dupy.
- Chcesz jeszcze kokainy, Mireu? - Zapytał, łapiąc mnie za podbródek. - Chcesz?
Kiwam głową jak w trasie. Mężczyzna obejmuje mnie w pasie, delikatnie trącając nosem mój policzek. Niedługo później wciągam kolejną dawkę narkotyku. Ale wiem, że nic za darmo.
Changseon ciągnie mnie za sobą do łazienki. Tak, chyba wszyscy wiedzą w jakim celu. Nie domyka kabiny, i tak nikt tutaj nie wejdzie.
Usuń- No, kurwo, pokaż, co potrafisz. - Zachęca mnie.
Robię to, co do mnie należy, jestem już nieźle naćpany. Z trudem powstrzymuję śmiech, ale daję radę. Gdy mężczyzna doszedł w moje usta, delikatnie pogładził mnie po włosach, chcąc dać mi do zrozumienia, że dobrze się spisałem. Nasuwa na siebie spodnie.
- Wróć do domu, jak już doprowadzisz się do porządku. - Widzę, jak kącik jego ust unosi się w górę, a on opuszcza toaletę.
Wiedziałem, że tak będzie. Joon nie mógłby się pokazać ze mną, póki jestem w takim stanie, ale nie przejąłem się zbytnio tym, że mnie zostawił.
W pewnym momencie zrobiło mi się niedobrze - zapewne od tej ilości alkoholu, którą wypiłem.
Sapię cicho. Jak możesz mi to robić, Joon? A później rzygam, nachylając się nad toaletą. Majaczę coś, co chwilę wymawiając jego imię. Joon, wracaj tu do cholery! Podpieram się dłońmi o ziemię. Nawet nie zauważam jak ktoś otwiera drzwi od kibla i patrzy na mnie, jakbym odgrywał tutaj jakieś interesujące przedstawienie Nienawidzę Cię Joon, jesteś pierdolonym sukinsynem!
Elektroniczny głos różnił się nieco od jego naturalnego odpowiednika, jednak nie pozostawiał żadnych wątpliwości - to był on.
OdpowiedzUsuńJak na pana arystokratę pod przewodnictwem tak znamienitych firm, zadał dość idiotyczne pytanie. To go poniekąd ucieszyło - znaczy, że nie tylko on wyjdzie na skretyniałego błazna, i że ten świrnięty fotograf-sadysta był bardziej zdesperowany niż mu się mogło z początku wydawać. I pomimo tej małej niedogodności - jaką tworzył fakt, iż to on jako pierwszy wychylił do niego po pomocną dłoń - zdołał się zdobyć na nikły uśmiech. Chociaż ton głosu pozostawił niewzruszony. Nie chciał dać facetowi żadnej satysfakcji. Bynajmniej, nie w tym wypadku.
- To ja. - Zabrzmiało bardziej jak pytanie niż stwierdzenie. Głos mu nieco zadrżał; tak bardzo nie w jego stylu. - Tak myślę, że chodzi o mnie...
Przycisnął telefon do ucha jeszcze mocniej. Cholera, gdyby ktoś przysłuchiwał się ich rozmowie z boku, mógłby odnieść mylące wrażenie.
- Kim Jun Su, tancerz z ulicy - przedstawił się zgodnie z zasadami savoir vivre, o ile takowe w ogóle posiadał. - Ten sam, który omal nie rzucił się na pana z pięściami... Sądzę, że nie było takowych wielu. Choć znając pana uporczywy charakter, mogę się mylić.
Nie byłby sobą, gdyby nie pozwolił sobie na nutę ironii - liczył na inteligencję pana fotografa. Odchrząknął znacząco, jeszcze raz próbując zebrać myśli. Chciał mieć to z głowy od razu, ale coś wyraźnie go hamowało. Duma?
- Przejdę od razu do rzeczy. Potrzebuję pieniędzy - powiedział bez owijania w bawełnę, licząc że tak będzie najlepiej. - Zgodzę się na tą sesję, tylko...
Przymknął powieki. Przecież to takie proste.
- Tylko proszę mi pomóc.
[ Znowu nam skróciłam, meh. Nie wiem jak możesz mieć tak cudowną wyobraźnię i na moje grafomańskie wywody odpisywać takimi długaśnymi wątkami, rly, nie pojmuję tego :I Mam tylko nadzieję, że kiedyś będę lepsza. ]
Obudziła się dziś za wcześnie, nagłym telefonem. Nie dość, że niewyspana, to jeszcze zła. Na szczęście jedna wielka mocna kawa postawiła ją na nogi i równie poprawiła, pewnym stopniu, humor. Nigdy nie ruszała się z domu bez wcześniejszego wypicia kilku łyków kawy. W pracy nie mogła sobie na to pozwolić. Obowiązki.
OdpowiedzUsuńCo do pracy. Właśnie zaczynała swoją zmianę. Kilka powitań w trakcie przebierania się, kilka krótkich rozmów z innymi pracownikami. Pierwsze zamówienie, od razu zaniesione do kuchni. Gorące posiłki na srebrnej tacy, noszone tym wszystkim ludziom, którzy dziękują lekkim skinieniem głowy, a czasem bezczelnym: Idź już sobie. Lubiła jednak tę pracę. Dzięki niej nauczyła się maskować swoje uczucia.
Chwilę po jedenastej, ku jej zdziwieniu, zwrócił się do niej Tao Kwon, jakże prze miły Pan i Władca. Pogadał, pogadał. I tak nie słuchała. Zapamiętała tylko tyle: fotograf, tu, zdjęcia, teraz, idź. Jak miała - tak zrobiła. Wychodząc z kuchni zostawiła na blacie swój fartuch.
Czarne włosy. Znany ryj... Ja Cię znam. Jak zwykle, jej myśli nie były trzymane na wodzy. Zawsze w taki sposób kogoś obraża, czy coś. Stając naprzeciw oparła łokieć o dłoń.
I lekko zdziwiło ją jego pytanie wypowiedziane tym dziwnym tonem.
- Może i jest. Nie wiem, fotografku. - Musiała. Jak to Nabuś. Musiała powiedzieć coś niby pieszczotliwie.- Przynieść Ci coś, pomóc?
Yeon.